Email Facebook Twitter LinkedIn
×ECR Party
The Conservative
ECR Party
TheConservative.onlineTwitterFacebookInstagramYouTubeEmailECR Party’s multilingual hub for Centre-Right ideas and commentary
PolishPolishEnglishBulgarianCroatianCzechItalianRomanianSpanishSwedish
The Conservative
Wiadomości & Publicystyka   |    TV   |    Print   |    Publicyści

Nawalny i FSB, czyli dowód na kryzys reżimu

PAP/EPA

Nieudany zamach na Aleksieja Nawalnego był tylko taktyczną porażką największej rosyjskiej służby specjalnej...

Ujawnienie szczegółów operacji i ośmieszenie samego Putina przez dziennikarzy śledczych i niedoszłą ofiarę trucicieli to już strategiczna klęska całego reżimu. Niewykluczone, że przyspieszy erozję systemu i wzmocni konflikty w jego wnętrzu. Wszechpotęga FSB budzi bowiem zawiść – a tu taki prezent.

14 grudnia Aleksiej Nawalny opublikował na YouTube nagranie zatytułowane Znam każdego, kto próbował mnie zabić, w którym wskazał z imienia i nazwiska agentów FSB odpowiedzialnych za próbę jego otrucia w Tomsku 20 sierpnia. Nawalny nie ukrywał, że to zasługa grupy dziennikarzy śledczych, z Christo Grozewem z Bellingcat na czele. To właśnie ten bułgarski dziennikarz, znany już w poprzednich latach z tropienia i demaskowania rosyjskich zbrodni i udziału w nich służb, miał się zwrócić do Nawalnego z informacją o jego wiedzy na temat zamachowców. Wówczas do śledztwa dołączyła Fundacja Antykorupcyjna Nawalnego, szła raz jeszcze śladami Grozewa i weryfikowała jego ustalenia.

Okazuje się, że Nawalny miał niechcianą asystę od przeszło trzech lat – co najmniej ośmiu agentów FSB podążało za nim dosłownie wszędzie, kiedy tylko opuszczał Moskwę. Według Bellingcat istnieją dwie możliwości: albo ta grupa miała za zadanie śledzić każdy krok Nawalnego i być gotowa do uderzenia w dowolnej chwili, albo już wcześniej usiłowała go otruć. Pewne dowody świadczą bowiem, że Nawalnemu już w 2019 r. podano truciznę, która nieomal zabiła go w sierpniu następnego roku. Na pokładzie samolotu Nawalny miał odczuć objawy poprzedzające jego nagłe zachorowanie i śpiączkę. Kilka miesięcy wcześniej[AD1]  w podobny sposób bardzo źle poczuła się żona Nawalnego Julia. Zdaniem Grozewa oba te przypadki mogą świadczyć o próbach określenia dawki potrzebnej do zabicia Nawalnego w sposób jak najmniej zwracający uwagę. Bellingcat w każdym razie udowodnił, że agenci FSB śledzili Nawalnego w Tomsku w dniu otrucia. Ci sami agenci, których obecność w otoczeniu lidera opozycji ustalono wcześniej aż 37 razy.

Pułapka na czekistów

Publikacji nagrania Nawalnego towarzyszyło udostępnienie wyników wspólnego śledztwa Bellingcat, „The Insider” i fundacji Nawalnego, szczegółowo opisujących, jak specjalna grupa w ramach FSB próbowała zamordować opozycjonistę przy użyciu trucizny. Nie jest przypadkiem, że pojawiło się to kilka dni przed doroczną wielką konferencją prasową Putina. Zapewne, gdyby rosyjski przywódca zachował więcej rozsądku, w ogóle by się nie odniósł do sprawy pogrążającej jego główną służbę i w gruncie rzeczy jego samego. Wiadomo, że czekista nr 1 nie może nie zareagować, gdy szkaluje się służbę, z której sam się wywodzi i która go ukształtowała. Na to liczyli zapewne Nawalny z Grozewem. I się nie przeliczyli. O ile w całości konferencja Putina była nudna i niewiele wnosząca, o tyle jego odpowiedź na pytanie o sprawę Nawalnego (oczywiście musiało to być z góry ustalone) przejdzie do historii największych wpadek Władimira Władimirowicza, choć uświadomił to sobie dopiero po kilku dniach. Uzmysłowił sobie, że dał się wciągnąć w pułapkę.

Zdemaskowanie agentów FSB zaangażowanych w operację otrucia Nawalnego to bowiem dopiero pierwsza część. Drugą team Bellingcat & Nawalny odsłonił po przyznaniu przez Putina, że służby śledziły opozycjonistę, ale z pewnością nie planowały zabójstwa (bo gdyby chciały to zrobić, to by już nie żył – mówił Putin), że cała publikacja Bellingcat to „legalizacja ustaleń CIA”, zaś agenci FSB dają się namierzyć tylko wtedy, gdy z jakiegoś powodu tego chcą. W Internecie pojawiło się bowiem nagranie z telefonicznej rozmowy Nawalnego z jednym z jego niedoszłych… zabójców. Nawalny, podając się za doradcę wpływowego sekretarza Rady Bezpieczeństwa Nikołaja Patruszewa, skłonił pracującego dla FSB chemika do szczegółowego opisania całej operacji zamachu. Niejaki Kudriawcew opowiedział, w jaki sposób truto Nawalnego (nowiczokiem pokryto jego bieliznę) i dlaczego zamach zakończył się fiaskiem. Reżyserzy tego przedstawienia z Łubianki nie docenili determinacji pilotów samolotu, na którego pokładzie ofiara fatalnie się poczuła. Lądowali w Omsku, mimo że z lotniska dostali informację o alarmie bombowym, co było oczywiście fałszem. W ten sposób FSB próbowała ratować sytuację. Gdyby bowiem samolot tam nie wylądował i gdyby ratownicy z ambulansu nie podali Nawalnemu atropiny, ten już by nie żył.

Fatalna Służba Bezpieczeństwa (FSB)?

Ujawnienie rozmowy z Kudriawcewem potwierdziło ponad wszelką wątpliwość tezy z raportu Bellingcat i odpowiedzialność FSB za zamach. Skompromitowało służbę, której agent, i to pracujący w tak newralgicznej operacji jak próba zabicia lidera opozycji, dał się nabrać jak dziecko, ponieważ „wyśpiewał”, dlaczego zamach się nie udał. Uderzyło to jednak także w Putina. To on parę dni wcześniej nie szczędził pochwał pod adresem służby i czynił ją niemal wszechwładną i bezbłędną. Zdecydował się nawet przyznać, że śledzi się opozycjonistów, łamiąc tak naprawdę prawo, byle tylko obronić tezę o skuteczności FSB. Teraz wyszedł na głupca. Co jednak nie oznacza, że zaraz ktoś za to odpowie głową w ośmieszonej służbie. Gdyby Putin dokonał w niej teraz zmian kadrowych, przyznałby rację przeciwnikom. Zrobi to, ale za jakiś czas, posiłkując się oczywiście zupełnie innymi powodami.

Zresztą w FSB już od paru miesięcy jest gorąco, a dokładnie na krzesłach wyższej kadry dowódczej. Jeszcze w październiku odszedł szef departamentu, który miał rzekomo nadzorować działania przeciwko Nawalnemu. Tyle że dziś wiemy nieco więcej. Śledząca go grupa, odpowiedzialna za zamach, cieszyła się dużą samodzielnością i de facto podlegała samemu dyrektorowi Aleksandrowi Bortnikowowi. Czy to przypadek, że w ostatnim czasie nastąpił wysyp spekulacji o tym, kto zastąpi Bortnikowa? Czy przypadkiem jest, że prankster Nawalny skompromitował przy okazji byłego dyrektora FSB Patruszewa? Niewykluczone, że obecną wizerunkową katastrofę służby Putin wykorzysta do postawienia na jej czele jednego ze swych najbardziej zaufanych ludzi, byłych oficerów jego ochrony osobistej: Jewgienija Ziniczewa lub Aleksieja Diumina.